Przemysł mięsny w Polsce

Oglądasz wiadomości znalezione dla zapytania: Przemysł mięsny w Polsce





Temat: Wybudować 4 estakady w miescie a zmniejszą się kor
Może ktoś zbuduje coś dla opolan
Hiszpanie kierują Polaków do pracy w Małopolsce
Bartłomiej Kuraś2006-09-22, ostatnia aktualizacja 2006-09-22 22:11
Dziewięć hiszpańskich firm chce otworzyć zakłady produkcyjne w Małopolsce.
Polaków do pracy w nich planują ściągnąć z... Hiszpanii
Hiszpańskie inwestycje mają ruszyć w przyszłym roku.

- Jesteśmy już po pierwszych rozmowach z przedstawicielami autonomicznego rządu
Kastylia-Leon, jednego z największych regionów Hiszpanii - ujawnia Witold
Śmiałek, prezes Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. - Złożyli nam
propozycję inwestorską, są zainteresowani otworzeniem nowych zakładów właśnie w
Małopolsce.

Hiszpanie przedstawili już plan zatrudnienia.

- Wpadli chyba na prawdziwie rewolucyjny pomysł. Chcą ściągnąć do swoich
zakładów w Małopolsce Polaków, którzy wyjechali za pracą do Hiszpanii - mówi
Śmiałek. - Twierdzą, że są świetnymi pracownikami i nie chcą ich stracić.

Hiszpanie zdają sobie sprawę, że większość polskich robotników nie zamierza
pozostać na Półwyspie Iberyjskim na zawsze, bo w Polsce zostawili rodziny. Stąd
pomysł, by najlepszym zaproponować pracę w hiszpańskich zakładach w Polsce.

- Zależy nam, by w pierwszej kolejności zatrudnienie znaleźli wracający z
Hiszpanii mieszkańcy Małopolski. Skoro zakłady mają powstać w naszym
województwie, to byłoby logiczne rozwiązanie. Będziemy do niego przekonywali
hiszpańskich partnerów - wyjaśnia prezes MARR.

Inwestować w Małopolsce chce dziewięć firm z branży spożywczej i przemysłowej.
Przygotowanie inwestycji ma się rozpocząć na wiosnę przyszłego roku. Hiszpanie
już zwrócili się do Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego o wskazanie dogodnych
lokalizacji.

- Jesteśmy dopiero na początku drogi, propozycję z regionu Kastylia-Leon
otrzymaliśmy ledwie kilka dni temu. Ale oczywiście jesteśmy na nią bardzo
otwarci. Na początku przyszłego roku planujemy zorganizować misję handlową
hiszpańskich firm, które u nas na miejscu zapoznałyby się z możliwościami
naszego regionu. Wtedy też moglibyśmy powiedzieć coś więcej o lokalizacji
hiszpańskich inwestycji - planuje Śmiałek. - Hiszpanów interesują miejsca z
dobrym dojazdem, możliwie blisko lotniska.

Na razie nie wiadomo, ile nowych miejsc pracy stworzą Hiszpanie.

- Nawet jeśli nie będą to wielkie inwestycje, warto im pomóc. Mam nadzieję, że
takie pomysły zapoczątkują proces reemigracji Polaków na większą skalę,
inspirowany przez zachodnie firmy, które nie będą chciały stracić polskich
pracowników. Będą mogły zapobiec temu właśnie dzięki inwestycjom w Polsce.

Region Kastylia-Leon - położony w północno-środkowej Hiszpanii - zajmuje jedno
z najważniejszych miejsc na gastronomicznej mapie kraju. Działa tu przemysł
cukierniczy, mleczarski, mięsny, tytoniowy i winiarski.






Temat: Znacie lublin?
Masz ck_forever całkowita rację.Lublin przez okres 15lat transormacji
całkowicie nie wykorzystał swojej szansy najwiekszego miasta na swchód od
Wisły.Kiedy tu przyjeżdżałem na studia w 1980roku poza tym,ze wydawał mi się
sporym miastem to poza wyższymi uczelniami,niczym szczególnym sie nie
wyróżniał.Kielce wtedy wydawały mi sie zapyziałą dziurą.Lublin porażał mnie
wielkością ale i widziałem wady ,kilka wielkich blokowisk lubelskich,walące sie
kamienice na Starówce/tej Starówki jednak zazdrościłem/,jeżdżące rozklekotane
trolejbusy,ogólny syf i brud.Ale znaczący ośrodek akademicki.I jak tak
obserwowałem z dystansu Kielce przez te ostatnie 15lat to muszę stwierdzić mimo
wszystko,że Kielce poczyniły spory postęp.Oczywiście ośrodkiem naukowym o
znaczeniu ogólnopolskim Kielce nie są i chyba długo nie będą,ale powstanie
wielu firm prywatnych/niektóre juz nie istnieją ,wymienię Exbud,Piasecki/inne
które nadal działają,wiele zakładów prosperujących w przemyśle
budowlanym,cementowo-wapiennicz ym,prężny osrodek targowy/Lublin może pomarzyć o
takim mimo wybudowania hali wystawienniczej,o która teraz sie procesują władze
samorządowe i obiekt stoi praktycznie pusty/.Weźmy inny przykład: nowy budynek
teatru zdołano wybudować w Kielcach,w Lublinie nadal połowa inwestycji straszy
i nie wiadomo co z nią zrobić/,powstanie w Kielcach firm z obcym kapitałem jak
browar Belgia,sprywatyzowanie Iskry,SHL-ki.Istnieje szereg firm o których nawet
pojęcia nie miałem.jak STOKOTA wytwarzająca cysterny.A w Lublinie padł cały
przemysł/odlewnia żeliwa URSUS wybudowana na początku lat 80tych obecnie jest w
stanie rozbiórki,kto zna Lublin ten wie jak gigantyczne hale to były przy
ulMełgiewskiej.Lublin stoi głównie uczelniami wyższymi/tu spora inteligencji z
wyższym wykształceniem,duże środowisko prawnicze,lekarskie/.Dlatego duzo
instutucji o zasiegu regionalnym i ponadregionalnym,duzo banków/.Sporo jest
drobnych i średnich podmiotów gospodarczych,ale brak jakichś zanczących dużych
firm,spółek.Z przemysłu w Lublinie ostał sie jedno stary browar,stare zakłady
spirytusowe i drożdżowe obecnie sprywatyzowane,stara cukrownia/okresami jest
taki smród,ze trudno wytrzymać,padły zakłady mięsne,drobiarskie/,dobrze
prosperują lubelskie makarony czyli PZZ.Kiedys w latach 80 dobrze rozwijały sie
lubelskie światłowody,ale i to tez chyba padło,albo poszło do innego
miasta.Tak,że obecnie Lublin,jako 360tysięczna aglomeracja,ze Swidnikiem ok.400
tysięcy,nie ma wiekszego przemysłu.Ma za to 5 wyższych uczelni,kupę banków i
urzędów,kupę sklepów i sklepików,wiele małych firm,4 hipermarkety
spozywcze,kilka niespozywczych,piekna,ale zaniedbaną Starówkę/choc coś powoli
sie tam dzieje w kierunku in plus/.I tyle.Duzy ośrodek usługowy dla
regionu.Kupa ludzi przyjezdnych na zasadzie skończył tu studia i osiadł,kupa
ludzi osiedliła sie w Lublinie migrując z okolicznych wsi i miasteczek,często
budując domy w jednej dzielnicy osiedlały się całe wsie,gminy.Najwiekszy
przemysł w okolicy to Świdnik WSK,oraz Azoty w Puławach.Okolice najbliższe
Lublina ładne,ale okolice Kielc piękniejsze.Lotniska tak jak i Kielce Lublin
nie posiada,czym traci na rzecz dużo mniejszego Rzeszowa połozonego w takiej
samej odległości od Lublina jak i od Kielc.Droga z Lublina do Warszawy niczym
nie wyróżnia się do drogi z Kielc do Warszawy,jest tak samo wąska,zatłoczona i
niebezpieczna.Autostrady raczej ani w Kielcach,ani w Lublinie nie
wybudują.Lublin nawet nie posiada obwodnicy,Kielce mają od co najmniej
25lat.Ludzie generalnie zawistni,w mieście bez układów nic nie
załatwisz,wszedzie rządzą znajomi królika.Władze samorządowe wojewodztwa tez
niezły gnój polityczny,władze miejskie tez bez koncepcji rozwoju miasta.
I tak to Lublin skazany na bycie metropolią wegetuje.Spora część młodych po
studiach ucieka z tego miasta do Warszawy lub nawet dalej za granice bo brak tu
perspektyw zatrudnienia jak i dobrej pracy.Polska B lub C.Tyle moich
spostrzeżeń kielczanina mieszkającego w Lublinie od 25lat.Pozdrawiam.





Temat: wegetarianizm a buddyzm
xters napisał:

> Idąc tym tropem można by dojść do wniosku,
> że nie ma niczego złego w "zglanowaniu" kolesia
> na ulicy dla jego ciuchów.
>
Widzisz, jest pewna różnica pomiędzy ŻYWYM kolesiem, który kręci głową,
przewraca oczami, macha nogami i rękami idąc po ulicy, a już MARTWYM
zwierzęciem, którego części ciała leżą sobie na półkach w sklepie. Jeśli widzi
się tę różnicę, to nie ma mowy o tym, by "idąc tym tropem" dojść do tak
absurdalnego wniosku ;-)

> Na pewno nie dziś, za tydzień, ani nawet za rok,
> ale może kiedyś ludzkość
> zrozumie, że nie trzeba zabijać, żeby żyć.
>
Jest duże prawdopodobieństwo, że ludzkość nie tylko tego nie zrozumie ale
również nie dotrwa tych pięknych czasów. Obecnie populacja na naszej planecie
liczy blisko 7 miliardów, i chociaż tempo przyrostu naturalnego wydaje się
maleć ( pl.wikipedia.org/wiki/Ludno%C5%9B%C4%87_%C5%9Bwiata ) - ludzi i
tak przybywa. Dla uproszczenia rachunków możemy jednak uznać, że ta liczba jest
stała i wynosi 7 miliardów.

Istnieje bardzo wiele powiązań między różnymi dziedzinami przemysłu a
zabijaniem zwierząt. Nie dotyczy to wyłącznie przemysłu spożywczego. Ewentualne
reformy musiałyby uwzględniać masowe zwolenienia z pracy ludzi, którzy
zaangażowani są w te dziedziny produkcji i usług, które w mniejszym czy
większym stopniu powiązane są z zabijaniem zwierząt. Trzeba będzie pomyśleć nie
tylko o panu Józku, który jest rzeźnikiem, ale także o panu Janku, który jest
kierowcą w zakładach mięsnych, pani Frani pracującej tam jako księgowa,
sprzedawczyni w sklepie mięsnym, chemicznym, kosmetycznym, weterynarzach i
naukowcach zaangażowanych w projekty badawcze, gdzie wykorzystuje się zwierzęta
itp....

Z tego powodu proces przechodzenia ludzkości na dietę wegetriańską nie może być
czymś gwałtownym. Załóżmy, że odbywa się w stałym tempie 1000 "konwertytów" z
diety mięsnej na wegetariańską dziennie. To całkiem spora liczba, podejrzewam,
że nawet znacznie przesadzona, ale obstańmy przy niej dla łatwiejszych
rachunków.

W ciągu roku wegetarianami zostaje zatem ok. 350 tysięcy ludzi. Teraz wystarczy
podzielić 7 miliardów przez 350 tys. i okazuje się, że przy powyższych
założeniach (bardzo korzystnych dla zwolenników powszechnego wegetarianizmu)
cała ludzkość przestanie jeść mięso za ok. 20 tysięcy lat. Nawet zakładając, że
już jakaś część ludzkości stosuje taką dietę, ta odległa perspektywa nie
przybliży się zbytnio.

Osobiście uważam, że najprawdopodobniej nigdy się tak nie stanie. Niezwykle
trudno jest zatrzymać toczącą się coraz szybciej po zboczu góry lawinę
interesów, zależności i kulinarnych przyzwyczajeń. Dlatego bardziej niż o
powszechny wegetarianizm powinno zabiegać się o wdrażanie takich metod chowu
zwierząt i ich zabijania, które wiązałyby się dla nich z jak najmniejszą
ilością cierpienia. Oczywiście jeśli ktoś z taką samą motywacją powstrzymuje
się od jedzenia mięsa, to wspaniale, i można się tylko cieszyć, kiedy taka
postawa służyły czemuś konstruktywnemu.

W każdym bądź razie ja optuję za tym, by w sklepach mięsnych wieszać plakaty
obrazujące w jakich warunkach hodowane i zabijane są zwierzęta, a z głośników
powinny dobiegać głosy zabijanych zwierząt. Bo jeśli już decydujemy się kupować
i jeść mięso, to powinniśmy robić to z pełną świadomością tego, co kupujemy, w
jaki układ zależności się angażujemy i zobaczyć, co przy okazji wykluwa się w
naszej głowie.

Przy okazji zachęcam do przeczytania wypowiedzi z innego buddyjskiego forum:
"Mięso - jeść czy nie jeść" - tiny.pl/qdws

jw
=================================
CyberSangha - buddyzm w Polsce
www.buddyzm.edu.pl



Temat: Ranking Największych Polskich Firm 2004
Ranking Największych Polskich Firm 2004
Firmy z siedzibą w Bydgoszczy sklasyfikowane w RANKINGU 2000 NAJWIĘKSZYCH
POLSKICH FIRM 2004 gazety Rzeczpospolita:

175. Zachem S.A – zakłady chemii gospodarczej – 905 mln zł przychodu
226. Lucent TechnologiesPoland sp. z o.o. – branża IT – 730 mln zł przychodu
536. Zespół Elektrociepłowni Bydgoszcz S.A. – 291 mln zł przychodu
637. Pojazdy Szynowe PESA SA Holding – 245 mln zł przychodu
652. KPEC sp. z o.o. – przedsiębiorstwo energetyki cieplnej – 235 mln zł
przychodu
710. Domar Bydgoszcz S.A. – handel RTV/AGD - 213 mln zł przychodu
853. PGF Bydgoszcz S.A. – dystrybucja farmaceutyków – 174 mln zł przychodu
887. PC Jutrzenka S.A. - branża cukiernicza – 166 mln zł przychodu
897. DLG Polska sp. z o.o. – przemysł spożywczy – 164 mln zł przychodu
917. HF Helvetia Furniture sp. z o.o. – meble tapicerowane – 160 mln zł
przychodu
951. Bydgoskie Fabryki Mebli S.A. – meble ekskluzywne – 153 mln zł przychodu
1225. Elda-Eltra Elektrotechnika SA – 111 mln zł przychodu
1391. Centrowet sp. z o.o. – branża medyczna i farmaceutyczna - 97 mln zł
przychodu
1594. Projprzem S.A.- firma budowlana - 77 mln zł przychodu (najwyżej
sklasyfikowana firma budowlana z regionu, udział eksportu jeden z większych w
kraju)
1616. Drozapol - Profil S.A. - handel stalą - 75 mln zł przychodu
1642. Producent Styropianu Genderka – 72 mln zł przychodu
1658. BZPG Stomil S.A. - zakład przemysłu gumowego – 71 mln zł przychodu
1695. Spółdzielnia Mleczarska Osowa - 67 mln zł przychodu
1734. ZMA Metalko sp. z o.o. - branża konstr. metalowych – 64 mln zł przychodu
1737. Apteka Cefarm sp. z o.o. - handel farmaceutykami - 64 mln zł przychodu
1759. Postdata S.A. - obsługa informatyczna poczty - 62 mln zł przychodu
1850. Ortis S.A. - zakłady prasowe, drukarnia - 55 mln zł przychodu
PBU Budopol Bydgoszcz S.A. - 44 mln zł przychodu
Zakłady Mięsne Byd-Meat S.A. - 43 mln zł przychodu
Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Inter-Hurt Sp. z o.o. - 41 mln zł przychodu

Razem w rankingu ujęto
- 22 firmy z siedzibą w Bydgoszczy
- 16 firm ogólnopolskich, które mają duże zakłady, spółki i oddziały w
Bydgoszczy (bez sieci stacji benzynowych, banków, instytucji finansowych,
hipermarketów i sieci dyskontów)
- 26 firm z siedzibą w Toruniu
- 3 firmy ogólnopolskie, które mają duże zakłady, spółki i oddziały w
Toruniu (bez sieci stacji benzynowych, banków, instytucji finansowych,
hipermarketów i sieci dyskontów)
- 6 firm z siedzibą we Włocławku
- 7 firm z siedzibą w Inowrocławiu
- 3 firmy z siedzibą w Grudziądzu
We Włocławku, Inowrocławiu i Grudziądzu brakuje firm ogólnopolskich o dużych
przychodach.

Z kolei w rankingu dużych przedsiębiorstw działających na terenie kujawsko-
pomorskiego mieszczących się w krajowej „2000”, które zwiększyły przychody o
co najmniej 10% względem poprzedniego roku jest 15 firm bydgoskich i 13
toruńskich.
Wyniki nie uwzględniają fabryk bydgoskich, których siedziby zarządu mieszczą
się poza Bydgoszczą.




Temat: Tańsza wieprzowina
Tańsza wieprzowina
Świnie są drogie jak nigdy dotychczas. Jeszcze w kwietniu rolnicy sprzedawali
je po ok. 4,20 zł za kg ....... W połowie czerwca przeciętna cena skupu
wynosiła już 5,30, a rejonach przy granicy z Niemcami dochodziła do 6 zł za
kg.

Ale w ostatnim tygodniu sytuacja się odwróciła. Nagle do Polski zaczęły
przyjeżdżać transporty z mięsem wieprzowym głównie z Danii, Francji, Słowacji
i Holandii. Oferują półtusze i ćwierci o 10-20 groszy taniej na kilogramie
niż można kupić w polskich zakładach. To sprawiło, że zakłady mięsne
natychmiast odzyskały animusz i już zapowiadają, że na cenowy dyktat rolników
dłużej nie będą się godziły.

RdM: "wieprzowina" z Danii i Holandii czyli najwieksze industrialne badziewie
jakie w przyrodzie (chyba raczej w przemysle) wystepuje.
www.smithfieldfoods.com/splash.asp............
Od dziś większość z nich obniża ceny skupu od 4,5 do 4,8 za kg. To i tak
więcej niż przed 1 maja, ale już tylko o 10-15 proc., a nie 30-50, jak
dotychczas.

RdM: macie gorszej jakosci "produkty swiniopodobne" za to drozej.

- Myślę, że ta cena powinna utrzymać się do końca roku, nawet jeśli import z
Unii nie będzie duży. Po prostu lada chwila zaczną spadać ceny pasz, bo
pojawi się tańsze zboże z tegorocznych zbiorów. Rolnicy nie powinni więc
narzekać - mówi Maciej Duda z Zakładów Mięsnych "Duda" w Grąbkowie
(Wielkopolska).

RdM: zaiste rolnicy beda zachwyceni tym ze spadna ceny zboza, ktore beda
hcieli sprzedac.

Mniejszym optymistą jest szef Morlin w Ostródzie Przemysław Chabowski: - Na
pewno rynek się uspokaja, ale do września na specjalne obniżki bym nie
liczył. Dno świńskiego dołka jeszcze przed nami, czyli na przełomie sierpnia
i września. Wołowina na pewno nie stanieje, mięso drobiowe może nawet jeszcze
zdrożeć, więc przy małej podaży wieprzowiny jej ceny mogą być nadal wysokie.

RdM: to pieknie. Mamy swinski dolek. Zamiast stymulowac produkcje (rynkowo =
cenami) zapychamy rynek dunskim i holenderskim badziewiem. Ceny quasi-
stacjonarne, to i "z dolka" swinie nie wyjda bo chlopom sie nie oplaca. Za
rok bedzie po zawodach i do wyboru bedzie dunski smithfield albo
holendderski smithfield.

Spadek cen skupu oznacza, że powinny także obniżyć się ceny detaliczne. Ale
nie aż tak jak ceny skupu.

- Do tej pory zakłady mięsne brały na siebie sporą część tych podwyżek. Gdy
rolnikom płaciliśmy o 30 proc. więcej za żywiec, to nasze ceny zbytu
podnosiliśmy tylko o 15 proc., by nie tracić klientów. Dlatego konsumenci aż
tak tej różnicy nie odczują, ale na pewno nie powinni obawiać się teraz
podwyżek - tłumaczy Marek Langowski, dyrektor zakładu mięsnego w
Czerniewicach w województwie kujawsko-pomorskim.

RdM: a to juz jest bezczelnosc niebywala. W kwietniu placili 4.20 zl za
kilogram. Teraz placa srednia 4,65 zl/kg, czyli o 10% drozej a w sklepie
biora o 15% drozej. I to nie za kilogram swini a za kilogram smithfielda. I
jeszcze laskawie obiecuja ze nie bedzie dalszych podwyzek.

Dziki ci Unijo!



Temat: Przeciwnicy wegetarianizmu idzcie stąd!!!
Gość portalu: wegetarianka napisał(a):

> Gość portalu: Tatarożerca napisał(a):
>
> > Masz rację, iż przesada jest niezdrowa! A tak na marginesie w okresie
> > dojrzewania młodzież musi jeść mięso, i mówienie, że wystarczą korzonki i
> soja
> > jest bardzo szkodliwe, oczywiście nie dla „przemysłu tzw. zdrowej ż
> ywnoś
> > ci”.
> > PS: spróbuj tatara - oczywiście z pewnego - źródła pycha!
>
> Mijasz się z prawdą, twierdząc, że młodzież "musi" jeść mięso w okresie
> dojrzewania. Owszem, musi dostarczać w ogóle w okresie wzrostu wszystkich
> niezbędnych składników, potrzebnych dla prawidłowego rozwoju. Jednak
nieprawdą
> jest, że MUSI być to mięso. Na początek musisz wiedzieć, że łączenie roślin
> strączkowych z produktami zbożowymi zapewnia organizmowi aminokwasy,
niezbędne
> dla wytworzenia PEŁNEGO białka. Jeśli dodasz produkty mleczne, jajka, świeże
> warzywa i owoce, nie powinieneś martwić się o efekty takiej diety. Znam
> wegetariańskie dzieci i muszę Ci powiedzieć, że te, których rodzice dbają o
> różnorodność posiłków, rosną lepiej od swoich rówieśników, wychowywanych na
> parówkach i szynkach. Dzieciom tym, co ważne, rodzice diety nie narzucją.
Znam
> też przypadki, kiedy dzieci "mięsożernych" rodziców, same odrzucają mięso,
> traktując je, jak coś niejadalnego. Jednym słowem jestem przekonana, że
> rozsądna dieta wegetariańska jest o wiele bogatsza w składniki odżywcze od
> standardowej diety mięsnej (szczególnie w polskim wykonaniu).
>
> Chciałam jeszcze nawiązać do Twojego stwierdzenia: >> mówienie, że wysta
> rczą
> korzonki i soja jest bardzo szkodliwe, oczywiście nie dla „przemysłu tzw
> .
> zdrowej żywności”<<. Myślę, że reklama zdrowego żywienia miała dla
> większości
> wegetarian marginalne znaczenie. Większośc z nich rezygnowała z diety mięsnej
z
>
> zupełnie innych pobudek. Natomiast mam pytanie do Ciebie: czy na prawdę
wiesz,
> co się znajduje w parówkach, pasztetach, kotletach i innych wyrobach mięsnych
> (skoro poruszasz wątek zdrowego żywienia)? Zajrzyj do któregoś z poniższych
> wątków - tam znajdziesz zadowalający opis produkcji...
>
> Na koniec dziękuję bardzo za zaproszenie do tatara. Kilkanaście lat za późno.
> Zdaję sobie sprawę z tego, że mięso odpowiednio przyprawione może być bardzo
> smaczne (choć nie pamiętam jego smaku), tylko, widzisz, nie o smak tu
chodzi...
> Jeśli się nad tym zastanowisz, może okażesz więcej tolerancji dla diety
> wegetariańskiej i zrozumiesz, że szkodliwa może być wyłącznie wtedy, kiedy
nic
> się o niej nie wie.
> Pozdrawiam
>
Dziękuję za odpowiedź. Mam jedno pytanie a co w takim razie z tłuszem?, który
jest jedynym "paliwem" człowieka, przecież stosowanie u dzieci w okresie
wzrostu wegetariańskiego menu, zmusza ich organizmy do niepotrzebnej
pracy, "wyciągającej" tłuszcze z bezmięsnej diety. Zaznaczam, że nie jestem
fanem "diety Kwaśniewskiego".
Życzę miłego dnia

PS: W sprawie parówek, wiem co tam jest dlatego polecam jałowcową wędzoną na
dymie albo lisiecką



Temat: Spotkanie związkowców z Donbasem
Prawie o 50% wzrósł wczoraj kurs Arksteelu, który nie prowadzi żadnej
działalności operacyjnej. To typowa "spółka wydmuszka", którą może wykorzystać
Związek Przemysłowy Donbasu do swoich inwestycji w Polsce.

Od początku tego tygodnia akcjami Arksteelu można handlować w notowaniach
ciągłych. W poniedziałek kurs się nie zmienił i wyniósł 3,76 zł, a właściciela
zmieniło nieco ponad 10 tys. akcji. Wczoraj wystrzelił o 48,9%, do 5,6 zł. Z
rąk do rąk przeszło prawie 170 tys. papierów. Miała na to wpływ informacja, że
Związek Przemysłowy Donbasu dostał wyłączność na negocjacje w sprawie zakupu
majątku Huty Częstochowa. Inwestorzy pamiętają, że przedstawiciele ukraińskiego
koncernu deklarowali, iż mogą kupować aktywa w Polsce m.in. poprzez Arksteel.

Brak działalności operacyjnej

Arksteel tak naprawdę od dłuższego czasu nie robi nic, nie licząc tego, że
sprzedaje resztki majątku i stara się ściągnąć należności. Firma po I kwartale
br. miała 8 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży, a koszty ogólnego zarządu
przekroczyły 150 tys. zł. Spółka poniosła 139 tys. zł straty. Na koniec marca
tego roku aktywa ogółem wyniosły 867 tys. zł, w tym 655 tys. zł stanowią
należności. Zobowiązania i rezerwy na zobowiązania spółki na koniec I kwartału
tego roku sięgają 2,17 mln zł. Ujemny kapitał własny przekracza 1,3 mln zł.

W komentarzu do raportu za I kwartał zarząd Arksteelu napisał, że "na wielkość
straty miało wpływ nierozpoczęcie nowej działalności w 2004 roku". Przypomniał
też, że spółka zamierza koncentrować swoją działalność przede wszystkim na:
produkcji i obróbce metali i wyrobów z metali oraz sprzedaży hurtowej, w tym
metali, rud metali, artykułów metalowych, odpadów i złomu. "Rozpoczęcie
działalności w tym zakresie jest uzależnione od pozyskania przez spółkę
partnerów branżowych oraz środków na sfinansowanie niezbędnych inwestycji w tym
zakresie" - podkreślił zarząd.

Donbas parnterem?

Związek Przemysłowy Donbasu (ZPD), nie występuje jako akcjonariusz posiadający
ponad 5% głosów Arksteelu. Ale to jego przedstawiciel, Konstanty Litwinow, jest
prezesem giełdowej spółki. Donbas ma też swoich reprezentantów w radzie
nadzorczej. Jej przewodniczącym jest Sergiej Taruta, prezes ZPD. Członkiem rady
jest m.in. Aleksander Pilipienko, jeden z wiceprezesów ZPD, który prowadzi
negocjacje w Polsce w sprawie zakupu Huty Częstochowa. Przypomnijmy, że do ZPD
lub powiązanych z nim podmiotów miała trafić część z dużej emisji akcji
Arksteelu. Kapitał zakładowy spółki miał wzrosnąć z 6,6 mln zł aż do 226,6 mln
zł. Uchwały z grudnia 2003 r. nie zostały jednak zrealizowane. W komentarzu do
raportu rocznego za 2004 r. zarząd Arksteelu napisał, że "wobec upłynięcia
terminów określonych w powyższych uchwałach ewentualne przeprowadzenie emisji
na podanych wcześniej warunkach będzie wymagać podjęcia odpowiednich dalszych
uchwał przez kolejne WZA".

Czy spółka zdecyduje się na emisję papierów? Czy część obejmie ZPD, tego nie
udało się nam wczoraj ustalić. S. Taruta ponad rok temu mówił, że planowane
wejście kapitałowe ZPD do Arksteelu nie jest ściśle powiązane z ubieganiem się
o przejęcie huty z Częstochowy. "Możemy w Polsce zrealizować kilka projektów" -
dodał.

Euforia już raz była

Arksteel swego czasu nazywał się Pekpol i zajmował się handlem wyrobami dla
zakładów mięsnych. Akcjonariusze uznali ten rodzaj działalności za mało
przyszłościowy. Po tym jak nie powidło się firmie wejść na rynek mediów, a
potem ubezpieczeniowy, zdecydowali w kwietniu 2003 r. o rozwiązaniu spółki.
Ostatniego grudnia 2003 r. NWZA postanowiło uchylić uchwalę o likwidacji.
Zdecydowało, że spółka będzie dalej prowadzić działalność gospodarczą. Tym
razem pod nazwą Arksteel.

W grudniu 2003 r. NWZA zmieniło statut i podjęło uchwały o podwyższeniu
kapitału. Jedna seria akcji do 120 mln sztuk (teraz kapitał dzieli się na 6,6
mln walorów) miała być skierowana do inwestora wybranego przez radę nadzorczą.
Decyzje walnego miały na celu przygotowanie spółki do prowadzenia działalności
w przemyśle metalurgicznym. Po tym jak przedstawiciele ZPD weszli do zarządu i
rady nadzorczej Arksteelu na początku stycznia 2004 r., kurs spółki na jednej
sesji wzrósł o... 160%, do 14 zł. Potem firma została zapomniana. Kurs spadał
m.in. dlatego, że przedłużała się sprzedaż Huty Częstochowa, a ZPD nie
informował o planach wobec giełdowej spółki. Ile będzie kosztował Arksteel jak
w czwartek Donbas wustali cenę za Hutę Częstochowa ? Wiem jedno, że Donbas to
nie Mittal i z gęby cholewy nie robi !



Temat: Debata o budowie Astorii
i dobrze ...bedzie jescze Focus Park

Ożywianie centrów miast

Centrum miasta związane było z handlem od niepamiętnych czasów. To tu, na
obszarze chronionym przez mury, w centralnym punkcie miasta rozkładali swe
kramy miejscowi i przyjezdni kupcy i tu sprzedawali plony okoliczni włościanie.
Do dziś w wielu językach europejskich centralny plac starego miasta nosi
tradycyjną nazwę "rynku".

Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat - a w Polsce od lat piętnastu -
nasilała się tendencja do wynoszenia handlu poza miasto, a przynajmniej poza
jego ścisłe centrum. Praktycznie wszystkie wielkopowierzchniowe placówki
handlowe powstałe w tym czasie były budowane na peryferiach miast albo wręcz
poza ich granicami. Choć przyczyny tego procesu są zrozumiałe i uzasadnione -
zwłaszcza w przypadku dużych aglomeracji - skutki nie zawsze są pozytywne.
Ludzie starają się podążać tam, gdzie mogą zaspokoić swoje potrzeby -
śródmieścia więc pustoszeją.

Od końca lat dziewięćdziesiątych wielu krajach Europy widać jednak przeciwną
tendencję: handel wielkopowierzchniowy zaczyna wchodzić do centrum miasta.
Jeżeli tylko właściwie rozwiąże się kwestie dojazdu i parkowania, śródmieście
daje ciekawsze warunki rozwoju usług i handlu niż "hangar" stojący w szczerym
polu. Śródmiejskie centra rozrywkowo-handlowe, podobnie, jak supermarkety,
umożliwiają umieszczenie pod jednym dachem wielu funkcji rozrywkowych,
usługowych i handlowych. Jednak w odróżnieniu od nich, centrum śródmiejskie
jest łatwo osiągalne także pieszo. Ponadto lokalizacja obiektu w centrum w
naturalny sposób katalizuje rozwój innych placówek usługowych i handlowych w
przylegających ulicach i na pobliskich placach. Dzięki temu stopniowo powstaje
swego rodzaju "wirtualny supermarket" obejmujący znaczną część śródmieścia. W
przeciwieństwie do podmiejskich hipermarketów, które konkurują z miejscowymi
kupcami odbierając im klientów, centrum śródmiejskie może ich wspierać,
przyciągając potencjalnych nabywców z okolicznych miejscowości.

Powrót handlu do miast ma jeszcze jeden ważny aspekt. W śródmieściach zwykle
nie ma wolnego miejsca, natomiast niejednokrotnie stoją tam zabudowania dawnych
obiektów przemysłowych pochodzących z XIX lub początków XX w. Te budowane
wówczas na przedmieściach zakłady przyczyniały się do budowy siły i pomyślności
lokalnej społeczności. Dziś, wchłonięte przez rozrastające się miasta, często
opuszczone i zaniedbane, stanowią głównie kłopotliwy bagaż. Odtworzenie ich
pierwotnej funkcji jest dziś niecelowe, a renowacja i utrzymanie obiektu jest
kosztowne. Tymczasem przebudowa starej fabryki w nowoczesne centrum rozrywkowo-
handlowe w znacznej mierze umożliwia zachowanie niepowtarzalnego charakteru
takiego miejsca i przywrócenie mu ważnej roli w życiu społeczności. Taka
adaptacja pozwala zarazem na nadanie obiektowi handlowemu własnego,
niepowtarzalnego i specyficznie lokalnego klimatu i charakteru - jakże
odmiennego od podobnych do siebie jak dwie krople wody hipermarketów.

Choć w Europie trend ten jest już bardzo wyraźny w takich państwach jak Wielka
Brytania, Francja czy Hiszpania, w Polsce tego typu realizacje nadal są
rzadkością. Pierwszymi "jaskółkami" były Stary Browar w Poznaniu, łódzka
Manufaktura czy Stara Papiernia w Konstancinie k. Warszawy. Tego typu obiektów
będzie jednak coraz więcej, zwłaszcza w średniej wielkości miastach. Z pięciu
centrów Focus Park budowanych przez Parkridge’a, cztery pozwolą na uratowanie
fragmentów poprzemysłowej spuścizny architektonicznej w takich miejscach jak
Bydgoszcz (stare zakłady mięsne), Gliwice (dawna huta), Rybnik (dawny browar) i
Zielona Góra (dawna fabryka wełny). Choć również inni inwestorzy myślą w
podobnym kierunku, projekty Parkridge’a są najbardziej zaawansowane i
najbliższe realizacji. Być może więc w ten sposób koło historii się zamyka, a
mieszkańcy znów będą mogli zrobić wszystkie zakupy w dogodnej odległości od
domu.

***

Parkridge Holdings należy do czołowych firm deweloperskich w Wielkiej Brytanii.
Specjalizuje się w przejmowaniu starych kompleksów i przekształcaniu ich w
nowoczesne obiekty rozrywkowe, galerie handlowe czy apartamentowce. Najbardziej
znane inwestycje grupy, to Marina w Brighton i Cinema Millenium w Londynie.
W Polsce firma działa od 2003 roku i składa się z dwóch działów. Parkridge CE
Retail buduje śródmiejskie centra rozrywkowo-handlowe Focus Park. Pierwszych
pięć obiektów zostanie zlokalizowanych w Białymstoku, Bydgoszczy, Gliwicach,
Rybniku i Zielonej Górze. Ponadto, jako Parkridge CE Developments, firma
zajmuje się budową centrów logistycznych. Łączna wartość wszystkich inwestycji
Parkridge CE przewidzianych w Polsce w najbliższych latach wynosi ok. 2 mld
PLN.




Temat: "Wszystkim nam brakuje szczęścia......,
"Wszystkim nam brakuje szczęścia......,
.....masz to na co godzisz się...."

Czyli Magia życia MMV
albo też:
"Co gryzie mego sąsiada?"

Z człowieka rzutkiego, krewkiego, pełnego klawych pomysłów zrobił się dziwny,
trudny do precyzyjnego określenia, tetryczno - atrystyczny twór. Całymi
dniami siedzi na środku pokoju, dokładnie naprzeciw okna, pluje na szybę i
kijem od szczotki kreśli jakieś tajemnicze figury. W oczach jego od czasu do
czasu zapalają się romantyczne iskierki, zawsze wtedy, gdy uda mu się celnie
smarknąć zielonym, gęstym glutem.... z której to substancji , zaraz wyłaniają
się obrazy, dziwnie przypominające zakazane, kojarzące się z logiką
matematyczna czyli prawdą lub fałszem - batoniki typu Mars czy Milki Way.
Jedyną, tak naprawdę widoczną radość, sprawia mu wygranie samemu ze sobą w
kółko i krzyżyk....
Zapytany o powody tak drastycznej odmiany wesołego, można śmiało rzec
hulaszczego trybu życia, z widocznym trudem bełkoce coś o ropuchach,
klimakterze, trawieniu i wypróżnianiu...... Powiada, że kiedy tak sobie
uprawia tę sztukę okienną, ogarniają go dziwne doznania, jakieś kosmiczne
wizje, rodem z przemysłu rolnospożywczego.... a to rzeźnicze haki, a na nich
rozpięte, wypatroszone półtusze wieprzowe.... a to znów gęsty, świerkowy las,
ustrojony pięknymi, kolorowymi muchomorami.....
W oczach ciężarnych od słowiańskiej zadumy, a głowie, pełnej tawernianej
zadymy, lęgną się egzystencjalne problemy i zastanowienia... nad rolą i
znaczeniem surowca rzeźnego, nad czynnikami wpływajacymi na jego jakość, nad
stosunkiem powierzchni mięsnej do tłuszczowej, przyrostami dziennymi,
ciężarem przedubojowym...., a nawet rozważania właściwe bardziej Kościołowi i
Świętym, czy LPR tj. "zadumki nad kontrolą uzytkowości rozpłodowej loch....".
Straszne!
Dziwi, że w tym stanie ducha, świetnie opanował krajowe i światowe
nazewnictwo ras trzody chlewnej; bez trudu odróznia Wielką białą polską od
Polskiej białej zwisłouchej, Złotnickiej czy Puławskiej, jak również Duńskiej
krajowej uszlachetnionej - landrace, Wielkiej czarnej angielskiej - cornwall,
Tamworth czy Pietrain....
Tajemnicę tych przemian próbowano wyjaśnić w rozmowie z jego partnerką
życiową...., niewiastką ongiś dość powabną, można pokusić się o stwierdzenie:
całkiem, całkiem i wcale nieskorą do rozmów z obcymi; dziś dużą, mocną o
szerokim, zasłaniającym całe drzwi pokroju i przelewających się kształtach
kobietką, do złudzenia przypominającą krowę mięsnej rasy Charolais, albo
raczej maciorę typu mięsno-słoninowego, angielskiej rasy z hrabstwa
Berkshire.
Kobiecinka owa, na wstępie już poczęła "gorzko winić męża o prozaizm i
codzienność", niechęć do krycia i zagrzebywanie się w ściółkę. I co
najbardziej niepokoi /powiada/, absolutnie nie reaguje na co i rusz
serwowane, prześmieszne dowcipy o otwieraniu cipuszki, na śniadanie, obiad i
kolację, a nawet na tzw petite dejeneur, czyli "zakazany batonik, jeszcze
przed otwarciem powiek".....
Trzeba jej oddać, że jest naprawdę zadbana; krótko przycięte włosy koloru
bordo, odsłaniają masywną, silnie otłuszczoną, piegowatą szyję i plecy, co
według niemieckiej klasyfikacji, przyżyciowo da się zakwalifikować jako klasa
E czyli eksportowa. Sposobem, znanym tylko nielicznym, uważnym kobietom,
przemieniła się się przy tym w okrutnie filuterną, zalotną /na
komplementy: "ty kobyło nietrzepana" odpowiada: "a wcale że nie jestem kobyłą
tylko skowronkiem albo i motylem.... do tego porządnie trzepanym....oo!"/
i.... wygadaną..., podobno "jeździła aż Słowacji, po temat do konwersacji".
Stroskany sąsiad, na to wszystko odpowiada boleśnie, że cipuszka kojarzy mu
się li tylko i wyłącznie z wielką beczką łoju... i pyta ze smutkiem: czy
widzieliście kiedy ogromne, ważące ze 200 funtów podpiździe hipopotama....?
Na takie dictum, nie znamy odpowiedzi i postanowiliśmy zasięgnąć porady u Was
drodzy Forumowicze, a szczególnie u Was urocze Forumowiczki, doskonale
obznajomione z terminologia taką jak: powierzchnia przekroju mięśnia
najdłuższego grzbietu, mięso wyrębów podstawowych, stosunek tłuszczowo –
mięsny, oko polędwicy czy szynka właściwa, czyli ogólnie: w tuszach i ich
rozbiorze technologicznym.
Zupełnie nie możemy też pojąć, jak w takim stanie ducha, w jakim znajduje się
mój sąsiad, można na pamięć opanować atlas grzybów i roślin trujących i bez
trudu rozpoznawać na łące czy w lesie, tojad mocny, szczwół plamisty, szalej
jadowity, że o odmianach muchomorów nie wspomnę...

Co robić? Czy w miarę spokojnie i uważnie przejść po "rozstań moście"?... czy
może jest inne inne rozwiązanie....?



Temat: Podłozymy swinie... Japończykom:))
Podłozymy swinie... Japończykom:))
Sława!
PRZEMYSŁ SPOŻYWCZY

Polskie mięso i wędliny na Dalekim Wschodzie

Już wiosną nasza wieprzowina może trafić do Japonii. Chce ją tam eksportować
prawie 60 firm.

Japonia, która otworzyła granice dla polskiego mięsa wieprzowego 16 lutego
2006 r., jest dla polskich przetwórców bardzo atrakcyjnym rynkiem. - Koszty
dotarcia tam są duże, ale można pozwolić sobie na znacznie wyższą marżę niż
np. w krajach europejskich - uważa Witold Choiński, prezes Związku Polskie
Mięso.

Zdobycie japońskiego rynku będzie trudne, ponieważ dominują na nim Duńczycy,
eksportujący 260 tys. ton wieprzowiny rocznie. Niewiele mniej mięsa
Japończycy kupują od Stanów Zjednoczonych i Kanady. W tym roku uda się nam
wyeksportować co najwyżej 50 tys. ton wieprzowiny.

Lekarze weterynarii zdecydują, które z 60 zakładów będą mogły sprzedawać
mięso do Japonii. Tamtejsze przepisy sanitarne są bardzo surowe. -
Jakakolwiek wpadka oznacza zamknięcie granic na wiele lat - ostrzega prezes
Choiński.

Część zakładów ma już kontrole za sobą. - Pierwsze transporty mięsa trafią do
Japonii w kwietniu - uważa Sławomir Kawalec, prezes Sokołów - Export.
Produktami firmy interesuje się kilku dużych importerów japońskich.

Maciej Duda, prezes Polskiego Koncernu Mięsnego Duda, spodziewa się, że jego
firma rozpocznie eksport do Japonii w drugim kwartale 2006 r. - Prowadzimy
rozmowy - mówi prezes.

Japończycy chcą kupować w Polsce głównie polędwicę, boczek, karkówkę i
łopatkę. - Odbiorcy żądają, aby produkty miały m.in. odpowiednią wagę i
zawartość tłuszczu - mówi prezes Kawalec.

Japońskich wymagań nie obawia się Animex, który zgłosił do kontroli
weterynaryjnej cztery zakłady produkujące mięso czerwone. - To rynek o
ogromnym potencjale. Jednak tylko dla firm potrafiących wyprodukować duże
partie dokładnie określonego rodzaju mięsa i wiedzących, jak zagospodarować
niewykorzystany surowiec - mówi Andrzej Pawelczak, rzecznik prasowy Animeksu.

Eksporterzy uważają, że w dotarciu na rynek japoński pomogą im doświadczenia
zdobyte w Korei Południowej. Rocznie sprzedajemy tam kilkanaście tysięcy ton
wieprzowiny. Sokołów dostarcza do Korei boczek, żeberka, kości karkowe i
karczki. Wartość sprzedaży do tego kraju stanowi 2 proc. ogólnego eksportu
firmy, ale w 2005 r. wzrosła kilkakrotnie.

Nadzieje wiążemy także z Chinami. Nie wiadomo jednak, kiedy Chińczycy zgodzą
się na import z Polski.

Nie jest znana także data zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso
czerwone i produkty roślinne. Rosja wprowadziła je w połowie listopada 2005
r. Rozmowy w Moskwie w miniony poniedziałek nie doprowadziły do kompromisu.

Ministerstwo Rolnictwa odmawia komentarzy w tej sprawie. - Problem jest
bardzo delikatny, nie udzielamy żadnych informacji - mówi Małgorzata Książyk,
rzecznik prasowy ministerstwa.

BEATA DREWNOWSKA




Temat: komunikacja miejska
michal_el napisał:

> Gość portalu: jawo2@gazeta.pl napisał(a):
>
> > michal_el napisał:

> Miło mi:)
> Elbląg pozyskał troszkę tereny w latach 90, aktualnie powierzchnia Elbląga
> jest ponad trzy razy większa od powierzchni Olsztyna. Liczba mieszkańców w
> Elblagu wynosi 130 tys, Olsztyn natomiast ma 170 tys.
> No cóż, muszę przyznać, że jesteś pierwszą osobą, którą tak zaintereswoał
> temat co się dzieje w E-gu i dziać się będzie z tak daleka.
> Ekologia jest jednym z najważniejszych zadań w naszym mieście, stosowne
> nagrody za najekologiczniejsze miasto w kraju (coroczne nagrody już od paru
> lat)oraz wyróżnienia z UE to potwierdzają najbardziej. Przedewszytskim są to
> inwestycje związane z ciągłą przebudową, modernizacją, rozbudową zakłądu
> utylizacji (wkrótce stanie się przemysłowym zakładem), również oczyszczalnie
> ścieków, odpowiednie działania modernizacji sieci wodociągowej, budowa
> torowisk tramwajowych i liczne inne.
> Skoro jesteśmy przy nagrodach, to nie wspomniałem o nagrodzie za
> najbezpieczniejsze miasto w kraju.
> Odnośnie inwestycji, to z tych największych wymienię:
> Obecnie jest już wybudowany nowy most nad Kanałem Elbląskim, teraz buduje się
> dorgi dojazdowe do niego wraz z infrakstrukturą i drogami przyległymi do
> nowej
> trasy mostowej (jest to tzw obwodnica północna centrum miasta).
> Zaraz po oddaniu tej inwestycji w lipcu rusza jeszcze większa inwestycja jaką
> jest budowa terminalu przeładunkowo-składowego w porcie (przypomnę, że port
> elbląski ma miano portu morskiego). Budowa trwać będzie dwa lata. Może
> szczegóły tej inwestycji pominę.
> W tym roku ruszy również budowa węzła drogowego Elblag-Wschód (skrzyżowanie
> dórg E7 Warszawa-Gdańsk i nr 22 Elbląg-Kaliningrad - wkrótce droga
> ekspresowa). Będzie to dośc duży węzel, bezkolizyjny, 8 wiaduktów.
> W tym roku Instytut Informatyki Stosowanej na elbląskiej uczelni przenosi się
> do nowego budynku, tzw centrum informatyczne, a mówię o tym dlatego, że jest
> razem z tym związana duża inwestycja jaką jest podłączenie całego miasta
> Elbląga w sieć światłowodową. Już się nie mogę doczekać na te łącza. Kolejna
> bardzo droga inwestycja.
> Bzezrobocie, które jest w Elblągu całkowicie ma być obniżone dzięki tym
> inwestycjom, ale nie oznacza to, ż władze tylko takie działania podjęły, żeby
> wyeliminować bezrobocie. Choćby stworzenie centrum pracy i pomocy przy
> wojewódzkim urzędzie pracy, czy też miasto odratowało znane elbląskie
> zakłady,
> które już w sumie upadły jak Renoma, Plastyk (obecnie Plastyk Plus), Wolność
> czy nawet zakłady mięsne. Obecnie już dobrze prosperują i się rozwijają.
> Możnaby tu wymieniać i wymieniać, ale miasto dużo robi, i jeszcze więcej ma w
> planach i to na najbliższe cztery lata, choćby dokończenie budowy ulic na
> naszej "nowej" starówce, w tym roku dokończenie drugiego etapu obwodnicy
> starówki, rozpoczęcie przekszatłcenia ulicy Stary Rynek w deptak
> staromiejski, budowa hali widowiskowej hali sportowej, budowa torowisk
> tramwwajowych i liczne inne mniejsze jak chocby system wizualizacji miasta
> (system znay z Warszawy) i dalsza estetyzacja miasta (przebudowa ulic,
> odnawianie elewacji budynków). Mozna jeszcze trochę powymieniać, ale
> najważniejsze są te duże, które wymieniłem. Może Francuz_el dopełni resztę:)
> Mam nadzieję jawo2, że Ciebie zadowoliła moja wypowiedź.
>
> Jeśli Wasze miasto nauczy się pozyskiwać pieniądze w takim stopniu jak Elbląg
> z UE to i u Was duzo się będzie działo.

Dzięki za odpowiedź. Zapraszam do częstszych wizyt i proponuję więcej wymian
informacji o naszych miastach. Ot, takie forumowe Towarzystwo Przyjaźni
Rzeszowsko-Elbląskiej. Myślę, że nie zaszkodziłoby nawet zarazić ideą władz
Rzeszowa. :)

Przy okazji chcę podtrzymać to co napisał grigow o powierzchni obu miast:
Olsztyna i Elbląga. Olsztyn dodatkowo ma ostatnio najwyższą dynamikę przyrostu
liczby mieszkańców spośród wszystkich miast wojewódzkich i jedną z najwyższych
spośród wszystkich miast w Polsce.

Myślę że pomyłka mogła się wziąć z łącznego potraktowania powierzchni gminy
Elbląg i miasta Elbląg. Są to jednak 2 różne jednostki administacyjne ( dwie
osobne gminy) i oddzielnie zarządzane: miasto przez prezydenta, gmina wiejska
przez wójta.
Na marginesie: Rzeszowianie tego mogą nie rozumieć, bo u nas nie ma oddzielnej
gminy Rzeszów i pojecia gminy używa się często w odniesieniu do miasta albo
urzędu miasta.

Podobnie jak Elbląg zorganizowany jest Przemyśl: jest gmina wiejska Przemyśl i
oddzielnie miasto Przemyśl. Gminą rządzi wójt, miastem prezydent.

Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki.




Temat: Urzad Skarbowy sprawdzi Radio Maryja!
Znowu zampomnialam skopiowac - to sprzed dwoch lat - z terenu Lubelszczyzny
tylko. To tu dzialali zlodzieje. Wszyscy zamieszani w ten proceder powinni
trafic za kratki. Mam nadzieje, ze kiedys to nastapi.

(...)W ciągu ostatnich 13 lat na bruku znalazły się miliony Polaków.
Zlikwidowano i wyprzedano setki zakładów produkcyjnych, dających niegdyś
zatrudnienie mieszkańcom całych miejscowości. Polacy stali się narodem
bezrobotnych, pozbawionych majątku, który wypracowały pokolenia. Szczególnie
tragiczna jest pod tym względem sytuacja ekonomiczna Lubelszczyzny.
Przegląd dotychczasowych „osiągnięć” polityki liberalnej brzmi
jak apel poległych:
LZNS – zlikwidowany, majątek roztrwoniony (operację tę przeprowadził obecny
syndyk DAEWOO – mec. Liszcz); dalej: UNITRA Lubartów – likwidacja, koniec
przemysłu elektronicznego w Polsce; EDA Poniatowa – likwidacja, zniszczenie
zakładu; ODLEWNIA Ursus – likwidacja, 3.000 ludzi pozbawionych środków do
życia, uwłaszczenie nomenklatury solidarnościowej i SLD-owskiej; Zakłady Mięsne
Zamość – zniszczenie przez udającą menedżerów nomenklaturę, załamanie
przetwórstwa rolno-spożywczego w regionie. W ten sposób pozbawiono środków do
życia całe rodziny, zniszczono tworzoną przez lata sieć powiązań gospodarczych,
stanowiących o rozwoju ekonomicznym kraju i regionu.

A co się dzieje dziś?! Już w najbliższych dniach rozpoczną się kolejne protesty
oszukanej załogi DAEWOO. W ostatnich działających firmach nagminnie łamane są
prawa pracownicze i związkowe: SIPMA S.A.
– uwłaszczenie solidarnościowych bonzów; Zamojskie Fabryki Mebli – skok na kasę
ze strony „Solidarności” i działaczy tzw. ruchów uwłaszczeniowych, wkrótce
upadłość; HERBAPOL Lublin – dawna spółka pracownicza sprzedana przez polityka
AWS międzynarodowemu spekulantowi i sponsorowi SLD. W te same ręce już wkrótce
Ministerstwo Skarbu Państwa odda POLFĘ Lublin, niszcząc kolejny zakład. Świeżo
sprzedany POLMOS czekają zwolnienia zarządzone przez nowego właściciela –
polityka Platformy Obywatelskiej. Zwalniają także sprzedane obcemu kapitałowi
cementownie w Rejowcu i Chełmie, a także kraśnicka FŁT. Zamiast zacisnąć pasa
rządzącym – zaciska się sznur na szyi zwykłych ludzi.

Wszystkie te „reformy” firmowały kolejne rządy – zarówno powołujące się na
legendę solidarności, jak i nazywające się lewicowymi. Już dziś widać, ile
warte były przedwyborcze obietnice obecnej ekipy. Rząd SLD-PSL w ciągu
najbliższych miesięcy wyprzeda za bezcen ostatnie wielkie zakłady pracy
Lubelszczyzny: PZL-Świdnik S.A., kopalnię w Bogdance, Fabrykę Łożysk Tocznych.
Prowadzący liberalną politykę gabinet Leszka Millera nie chce słyszeć o
programie ratunkowym dla DAEWOO, który musi obejmować przynajmniej częściową
renacjonalizację firmy. To nie jest polski rząd – to tylko zarządca naszej
narodowej masy upadłościowej, w interesie obcego kapitału i międzynarodowych
spekulantów.(...)




Temat: Philoxenia Beach - Rethymnon, Kreta
Autor: ~piotrek 27-08-2005 17:19 wyślij odpowiedź

Witam!

Wczoraj wróciliśmy z hotelu philoxenia (Neckermann). Hotel położony jest z
zachodniej części rethymnonu, od głównej plaży oddalony o jakieś 3 km (przy
hotelu jest mala plaża), do centrum (starówka) pieszo idzie się 20-25 minut.
Ta część rethymnony jest zdecydowanie mniej tuyrystyczna i komercyjna, gdzie
niegdzie niestety wystają obskurne pozostałości jakiś zakladów przemysłowych czy
magazynow.

Hotel składa się z dwóch części, przy czym polski neckermann w swojej ofercie ma
tylko starszą, gorzej wyposażoną część po drugiej stronie ulicy, nie przy plaży
(o czym niestety nie informuje). Standard hotelu w pełni odpowiada stosunkowo
niskiej cenie - za 1500 zł tydzień w sierpniu (HB) z biurem pokroju neckermann
to naprawdę niewiele. Obsługa bardzo miła, stara się w miarę swoich skromnych
możliwości spełniać żądania klientów, większosć osób mówi po angielsku i
niemiecku w stopniu wystarczającym do dogadania się.

Śniadania nieurozmaicone, codziennie ser feta lub ser żółty, szynka mielona,
jajko, pomidory, ogórki, warzywa marynowane, dżem, jeden rodzaj pieczywa
świeżego, 2 rodzaje "sucharków", mleko, jogurt i płatki. Kawa z ekspresu
przelewowego, ale w porządku. Obiadokolacje bardzo dobre, zwykle dwie potrawy do
wyboru - jarskie i mięsne, 2-3 rodzaje sałatek. Napoje dodatkowo płatne - ceny
chyba umiarkowane, ale nie mam rozeznania, - wino 0,375 l (w sam raz na dwie
osoby) od 3,7 do 4,8 euro, 0,75l 5,90 - 7 euro (ale mozna kupić jedno i zostawić
w lodówce w kuchni na dwa-trzy dni, w zależności od potrzeb).

Minusem jest to, że na pierwszy dzień zakwaterowano nas w pokoju mało
atrakcyjnym, na parterze bez balkonu, przy kuchni, z uwagi na "duże obłożenie".
Po naszej interwencji w Neckermannie w ramach rekompensaty dostalismy za darmo
sefl i lodówkę. Nie byliśmy wyjatkiem, ponieważ za dwa dni to samo przytrafiło
się parze z Niemiec. Oni nie interweniowali w Neckermannie i dostali tylko
lodówkę POza tym nie było raczej przykrych niespodzianek.

Pokoje są skromnie urządzone, ale czyste i sprzątane prawie codziennie (raz
zdarzyło się, że ktoś zapomniał tego zrobić). Bez rewelacji, ale też bez żadnych
niemiłych niespodzianek. Pamiętać należy, że jest to bardzo tani hotel.

Zaraz przy hotelu znajduje się mała, moim zdaniem wbrew treści oferty
katalogowej, średnio zadbana plaża. Atutem jest to, że jest na niej stosunkowo
mało ludzi, a Leżaki hotelowe przy plaży są za darmo i zawsze można znaleźć dla
siebie miejsce (choć nie jest ich zbyt wiele). Na szczęście hotel nie umila
plażowania żadną muzyką

Najwięcej zdjęc można znaleźć na stronie hotelu:
www.philoxeniahotel-crete.com
Pokoje klimatyzowane są w budynku przy plaży, którego - jak pisałem powyżej -
nie sprzedaje polski neckermann.

Ruchliwa ulica oddzielająca starą część hotelu od plaży jest do zniesienia, jak
to się mówi da się przejsć, ale czasem trzeba trochę odwagi. Nie mieliśmy pokoju
od ulicy i hałas był nieodczuwalny.

Ogólnie jeśli ktoś myśli racjonalnie i uwzlgędnia to, że jest to stosunkowo tani
wyjazd, to powinien być zadowolony (ja jestem, ale wiem, że są ludzie, którzy
wybierając tanią wycieczkę spodziewają się niewiadomo czego).

Aha - troche droższy hotel ale - jak mówili ludzie w samolocie - chyba o
znacznie lepszym standardzie to Jo An Palace.




Temat: Kandydat(Samoobrony) z wyrokiem za gwałt
Kandydat(Samoobrony) z wyrokiem za gwałt
Ma za sobą sześć lub siedem skazujących wyroków karnych - sam nie pamięta.
Chce być senatorem, by... zabiegać o poprawę prawa
Kandydat do Senatu z okręgu rzeszowskiego Zbigniew Kośla - formalnie
niezależny, choć związany z Samoobroną - skazywany był na kary więzienia w
zawieszeniu i grzywny za: niepłacenie podatków, nakłanianie świadka do
składania fałszywych zeznań, utrudnianie egzekucji komorniczej,
zanieczyszczanie środowiska odpadami zwierzęcymi i pomówienia stróżów prawa.
Mówi, że to błahostki.

Syndrom ofiary
Najbardziej boli go, gdy przypominają mu wyrok za usiłowanie gwałtu na 17-
letniej dziewczynie w dyskotece. - Jestem jeszcze w pełni sprawny i nie muszę
niczego usiłować - wyznaje.

Utrzymuje, że wszystkie wyroki to zemsta prokuratorów i sędziów, z którymi
przed laty podjął walkę. Pisał do wszystkich możliwych instytucji, łącznie z
Trybunałem w Strasburgu, ale nikt nie chce wykazać, że padł zemstą wymiaru
sprawiedliwości. Właśnie ma proces z powództwa prokuratora z Ostrowca
Świętokrzyskiego, którego nazwał "przestępcą i znanym alkoholikiem".

Deklaruje, że w izbie wyższej parlamentu chce walczyć o niezawisłość
prokuratorów i sędziów, ale na pierwszym miejscu stawia pracę. Wie już, jak
skutecznie zrobić kampanię wyborczą. Wydrukował ulotki z wizerunkiem Jana
Pawła II i swoją podobizną z dzieckiem na ręku. - To powinno chwycić ludzi za
serce. Szukam jeszcze sponsora, by we mnie zainwestował, a myślę, że mu się
opłaci - zachęca.

- Puk, puk, nazywam się Zbigniew Kośla. I tak od drzwi do drzwi w całym
okręgu. Niech każdy zobaczy moją twarz i oceni, czy mam predyspozycje, by ich
reprezentować w parlamencie - zapowiada kandydat do Senatu.

Socjalne skrzydło liberałów
W przeszłości wielokrotnie zmieniał partie i miejsca, z których kandydował.

W 1989 r. kandydował do Sejmu kontraktowego ze Stronnictwa Demokratycznego z
Ostrowca Świętokrzyskiego. Był tam znaną postacią, właścicielem jednego z
większych w kraju prywatnych zakładów mięsnych. Zbankrutował, jak mówi, przez
Balcerowicza.

W pierwszej kadencji Sejmu był posłem Kongresu Liberalno-Demokratycznego,
wiceprzewodniczącym Komisji Rolnictwa, przymierzanym na wiceministra
przemysłu. - U liberałów reprezentowałem skrzydło socjalne - wspomina dziś.

Później związał się ze wspieranym przez Lecha Wałęsę BBWR i kandydował z
Nowosądeckiego. Poznał Leppera i przemeldował się do Tarnobrzegu, gdzie
organizował struktury Samoobrony i kandydował na prezydenta miasta. Dwa lata
temu został radnym wojewódzkim w Rzeszowie. Skandal wybuchł, gdy Samoobrona
weszła w koalicję z SLD i PSL, a Koślę wybrano na wiceprzewodniczącego
sejmiku i szefa komisji bezpieczeństwa publicznego. "Jak człowiek z taką
przeszłością i tyloma wyrokami może reprezentować województwo?" - grzmiała
opozycja.

Ostatni raz został skazany już jako wiceprzewodniczący podkarpackiego
sejmiku - w grudniu 2002 roku ukarano go grzywną za nieodprowadzenie 68 tys.
zł podatku. Stracił stanowisko, ale w zastępstwie został członkiem rady
nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Biało-
czerwony krawat w paski zmienił na długi i szeroki z napisem Polska.




Temat: Constar - wszystkiemu winni dziennikarze?
ROBERT KENNEDY O SMITHFIELDZIE DLA 'WYBORCZEJ'
Smithfield używa swego bogactwa do kupowania polityków, paraliżowania
administracji, bezkarnego łamania prawa sanitarnego i środowiskowego.
Firma ta hoduje największą na świecie ilość świń i posiada 30% rynku
wieprzowiny w Stanach Zjednoczonych. Jej uprzemysłowiona produkcja wieprzowiny
stała się głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Stanach Zjednoczonych i
prawdopodobnie największym trucicielem wód mojej ojczyzny. Smithfield wraz ze
swymi kompanami wyrugowali dziesiątki tysięcy małych rolników z ich własnej
ziemi, rozbili społeczności lokalne, zatruli tysiące mil amerykańskich dróg
wodnych, zatruli miliardy ryb, pozbawili pracy tysiące rybaków, pozbawili
zdrowia mieszkańców wsi, a także traktują miliony zwierząt hodowlanych w
zwyczajnie niewyobrażalnie okrutny sposób.

Cztery lata temu, w roku 1999 Smithfield Foods rozpoczął w Polsce przejmowanie
zakładów mięsnych i byłych PGRów. 22 lipca bieżącego roku miałem okazję
wysłuchać w zapełnionej po brzegi sali konferencyjnej Senatu RP wice prezesa
Smithfielda – Gregg’a Schmidta, który obiecywał Komisji Rolnictwa Senatu iż
jego firma „zmodernizuje” polskie rolnictwo, przyniesie dobrobyt i prace
społecznościom wiejskim.

Dwadzieścia lat temu, Smithfield Foods przedstawił identyczne obietnice
mieszkańcom Północnej Karoliny, stanu należącego do najbiedniejszych w USA.
Słysząc obietnice tej firmy senat stanowy uchwlił regulacje prawne znacznie
ułatwiające temu inwestorowi działalność. Dzięki takiej pomocy Smithfield
wybudował największą rzeźnię na świecie w hrabstwie Duplin Północnej Karoliny,
gdzie ubija się 30 tysięcy świń każdego dnia. Dla tej firmy było to rozpoczęcie
nowego rozdziału w historii produkcji trzody chlewnej.

Początkowo niewielka firma z Wirginii – Smithfield Foods zajmowała się
wyłącznie przetwórstwem mięsa, jednak w pewnym momencie jej szef Joe Luter
zaczął kupować również hodowle świń aby jego firma mogła kontrolować wszystkie
etapy produkcji: „od prosięcia do schabowego”. Luter, który mówi o
sobie: „twardy czlowiek w twardym biznesie” mieszka w nowojorskim pałacyku za
17 milionów dolarów przy Park Avenue. Jest on znany z bezwzgldnego stylu
działania, który maksymalizuje zyski, uprzemysławiając rolnictwo jednocześnie
eliminując tradycyjną hodowlę oraz gospodarstwa rodzinne.

Smithfield buduje chlewnie o powierzchni boiska do piłki nożnej, gdzie tysiące
manipulowanych genetycznie świń jest wtłoczonych w małe metalowe kojce bez
światła dziennego, możliwości ruchu, ściółki, możliwości rycia w ziemi czy
kontaktu z innymi zwierzętami. Świnia jest równie wrażliwa i inteligentna jak
pies. W takim stłoczeniu i stresie zwierzęta podtrzymywane są przy życiu przez
ciągłe podawanie antybiotyków, hormonów i ciężkich metali. W oczywisty sposób
pozostałości takich substancji lądują w odchodach zwierząt z takich hodowli.

Ponieważ przeciętna świnia wytwarza dziesięciokrotnie więcej odchodów od
przeciętnego człowieka, pojedyncza farma świń może wytwarzać więcej ścieków niż
cała Warszawa. W jednym z obiektów Smithfielda w stanie Utah znajduje się 850
tysięcy świń, które wytwarzają więcej ścieków niż Nowy Jork z 8,5 miliona
mieszkańców. Odchody zwierząt spływają poprzez otwory w podłodze do podziemnego
zbiornika, z którego są one wypompowywane co jakiś czas do olbrzymich szamb
eufemistycznie nazywanych lagunami. Podczas gdy miasta zobowiązane są do
utylizacji ścieków, „fabryki mięsa” Smithfielda wylewają nieprzerobioną
gnojowicę wprost na pola, które szybko nią się nasycają, spływając głębiej
odchody docierają do wody gruntowej lub wraz z wodą deszczową dociera do
pobliskich strumieni i jezior. Takie ścieki z chlewni przemysłowych
diabelską miksturą prawie 400 substancji toksycznych w tym ciężkich metali,
antybiotyków, hormonów, pestycydów, dziesiątków rodzajów deobnoustrojów
chorobotwórczych i wirusów. Obecne w tej „trującej zupie” antybiotyki pomagają
w rozwoju śmiertelnie groźnych „super bakterii” – organizmów odpornych na
antybiotyki stosowane w leczeniu ludzi.

Miliony ton odchodów wytwarzanych przez „fabryki mięsa” zatruło wody gruntowe
34 stanów amerykańskich. Chodzi tu o śmiertelnie niebezpieczne związki azotu,
które powodują zgony noworodków i niedorozwój umysłowy u dzieci. Choroby o
charakterze epidemii z tego źródła dotychczas spowodowały choroby i śmierć
tysięcy Amerykanów. Na przykład w 1993 roku połowa ludności miasta Milwaukee o
wielkości 800 tysięcy mieszkańców zachorowała na skutek skażenia wody pitnej
przez pobliską hodowlę przemysłową, a dla 114 osób choroba zakończyła się
zgonem.




Temat: Władza na Ukrainie wymyka się z rąk prezydenta ...
Pomarańczowe wygłupy! Breżniewa Wam trzeba!
Dzwonił do mnie wczoraj mój przyjaciel Jewgenij [nie: Jewhen] z Kijowa,
zawiadamiając, że w mieście kroi się gruba prowokacja (chodzi o plan otrucia
całego miasta Kijowa zgniłymi pomarańczami z USA i przeniesienie stolicy do
Lwowa, skąd łatwiej działać juszczenkowcom; amerykańska administracja dostałaby
wtedy łakomy kąsek do ust, w końcu odbudowa zniszczonych i wyludnionych przez
wojnę terytoriów daje zyski idące w miliardy dolarów, pokazał to Afganistan).

Żenia kazał mi natychmiast przyjechać i wystąpić na wiecu Janukowycza,
podkreślając moje zasługi dla rozwoju przyjaźni polsko-ukraińskiej w czasach
PRL (pracowałam w konsulacie). Legalnym zwycięzcom wyborów potrzebny jest taki
akcent sympatii ze strony zachodu, bo oczywiście Putin, Nazarbajew i Łukaszenka
uznali wybory - nie pierwszy raz zachowali się godniej niż wypachnieni i
przystrojeni w zachodnie fatałaszki (fartuszki?) prezydenci Polski, Węgier i
Litwy. Ciekawe, kto sponsoruje uch podróże na Ukrainę?

Zastanawiam się, co mogłabym dzisiaj powiedzieć Ukraińcom, przerażonym wizją
państwa wyznaniowego (będzie uprzywilejowanie cerkwi i kościoła katolickiego po
zwycięstwie Juszczenki), skrajnie liberalnego (nie bez powodu N.U. kibicują
Balcerowicz i MFW) oraz nacjonalistycznego (Juszczenko zapowiedział
przyłączenie do Ukrainy Krakowa i przemianowanie go na Krakiw, na Wawelu będzie
rezydowała Julia Tymoszenko z psami; mają być też podniesione roszczenia
terutorialne wobec Rosji i Węgier), jakie im szykują juszczenkowcy?

Na pewno zaczęłabym od tego, że już nie z takimi wyskokami i wariactwami sobie
radziliśmy. To w końcu Lenin (wszak nie bez pomocy polskiej endecji) zakończył
egzystencję operetkowej i żałosnej republiki ludowej Petlury, która wymordowała
w latach 1918-21 ok. 560 tyś. Polaków i 330 tyś. Żydów ukraińskich. Stalin
zreflektował się, co grozi Ukraińcom pod butem Hitlera i trupich główek SS, i
za usilną namową lokalnej patriotki Wandy Wasilewskiej oraz Haliny Górskiej
włączył piękny, renesansowy Lwów do USRR, przy okazji przypominając sobie o
Besarabii i Rusi Podkarpackiej.

Breżniew nauczył Ukraińców dobrze mówić po rosyjsku (dzięki czemu mogli się bez
problemu odnaleźć w gospodarce światowej po 1990 roku, a także poznać
niedostępne dotąd przed nimi dzieła Puszkina, Gorkiego i Lepieszyńskiej).

Rosjanie odbudowali Ukraińcom cały kraj, po bombardowaniach niemieckich i
amerykańskich w czasie wojny, postawili na nogi cały przemysł, po wprowadzeniu
kołchozów na Ukrainie wydajność zwiększyła sie o 770% (!). Powstawały nowe
parki, osiedla, wsie oraz architektura na poziomie światowym. Budowano żłobki,
psychuszki, szkoły, kopalnie, zakłady mięsne (Ukraińcy bardziej niż np. Gruzini
lubią mięso, doświadczyłam tego).

Rozwinięty był (i jest!) szeroki program socjalny, zapewniający matkom 4-letni
urlop macierzyńśki, zasiłek na Ukrainie wynosi 400 USD, a Janukowycz go jeszcze
podniósł (vide: Nowoje Weremja Ukrainy, tygodnik ukazujący się w Moskwie, nr
7/2004), bezrobocie wynosi 2% i najwyższe jest w Zachodniej Ukrainie, gdzie
rządzi prawica (25%).

Dlaczego Juszczenko chce to wszystko zniszczyć? Nie najadł się wystarczająco
czekolady i pomarańczy ukraińskich jako szef banku (odpowiedzialny m.in. za
zniszczenie strefy rublowej na Ukrainie, przez co ceny skoczyły 10-15 razy).
Dlaczego chce truć swymi owocami cały kraj? Nie wystarczy mu zajmowanie się
własną rodziną?

Za Breżniewa i Andropowa taki ptaszek by siedział, jak siedzieli Czornowił i
Hruściwskij. Więcej pokory, Panie Wiktorze, dla własnego, ciężko pracującego
narodu, często po 6 godzin dziennie. I nie pomarańczy Ukraińcom trzeba (to są
może rozrywki Pana rodziny), lecz smalcu, wołowiny i gorzały. Czasem może
wyjścia do teatru na Wujaszka Wanię lub Gorkiego albo na potańcówkę do radhospu
(zresztą rozwiązanego przez Pana). Ukraina to nie Hiszpania, trochę tu zimniej,
a i lud mniej wydelikacony po 15 latach transformacji. Niech Pan zabiera więc
swoje pomarańcze!

To pisałam ja - emerytka z Rzeszowa. Gwarantuję za zgodność z oryginałem.




Temat: Afera mięsna: sprawdzą wiarygodność dziennikarzy
KENNEDY O SMITHFIELDZIE DLA "WYBORCZEJ"
Smithfield używa swego bogactwa do kupowania polityków, paraliżowania
administracji, bezkarnego łamania prawa sanitarnego i środowiskowego.
Firma ta hoduje największą na świecie ilość świń i posiada 30% rynku
wieprzowiny w Stanach Zjednoczonych. Jej uprzemysłowiona produkcja wieprzowiny
stała się głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Stanach Zjednoczonych i
prawdopodobnie największym trucicielem wód mojej ojczyzny. Smithfield wraz ze
swymi kompanami wyrugowali dziesiątki tysięcy małych rolników z ich własnej
ziemi, rozbili społeczności lokalne, zatruli tysiące mil amerykańskich dróg
wodnych, zatruli miliardy ryb, pozbawili pracy tysiące rybaków, pozbawili
zdrowia mieszkańców wsi, a także traktują miliony zwierząt hodowlanych w
zwyczajnie niewyobrażalnie okrutny sposób.

Cztery lata temu, w roku 1999 Smithfield Foods rozpoczął w Polsce przejmowanie
zakładów mięsnych i byłych PGRów. 22 lipca bieżącego roku miałem okazję
wysłuchać w zapełnionej po brzegi sali konferencyjnej Senatu RP wice prezesa
Smithfielda – Gregg’a Schmidta, który obiecywał Komisji Rolnictwa Senatu iż
jego firma „zmodernizuje” polskie rolnictwo, przyniesie dobrobyt i prace
społecznościom wiejskim.

Dwadzieścia lat temu, Smithfield Foods przedstawił identyczne obietnice
mieszkańcom Północnej Karoliny, stanu należącego do najbiedniejszych w USA.
Słysząc obietnice tej firmy senat stanowy uchwlił regulacje prawne znacznie
ułatwiające temu inwestorowi działalność. Dzięki takiej pomocy Smithfield
wybudował największą rzeźnię na świecie w hrabstwie Duplin Północnej Karoliny,
gdzie ubija się 30 tysięcy świń każdego dnia. Dla tej firmy było to rozpoczęcie
nowego rozdziału w historii produkcji trzody chlewnej.

Początkowo niewielka firma z Wirginii – Smithfield Foods zajmowała się
wyłącznie przetwórstwem mięsa, jednak w pewnym momencie jej szef Joe Luter
zaczął kupować również hodowle świń aby jego firma mogła kontrolować wszystkie
etapy produkcji: „od prosięcia do schabowego”. Luter, który mówi o
sobie: „twardy czlowiek w twardym biznesie” mieszka w nowojorskim pałacyku za
17 milionów dolarów przy Park Avenue. Jest on znany z bezwzgldnego stylu
działania, który maksymalizuje zyski, uprzemysławiając rolnictwo jednocześnie
eliminując tradycyjną hodowlę oraz gospodarstwa rodzinne.

Smithfield buduje chlewnie o powierzchni boiska do piłki nożnej, gdzie tysiące
manipulowanych genetycznie świń jest wtłoczonych w małe metalowe kojce bez
światła dziennego, możliwości ruchu, ściółki, możliwości rycia w ziemi czy
kontaktu z innymi zwierzętami. Świnia jest równie wrażliwa i inteligentna jak
pies. W takim stłoczeniu i stresie zwierzęta podtrzymywane są przy życiu przez
ciągłe podawanie antybiotyków, hormonów i ciężkich metali. W oczywisty sposób
pozostałości takich substancji lądują w odchodach zwierząt z takich hodowli.

Ponieważ przeciętna świnia wytwarza dziesięciokrotnie więcej odchodów od
przeciętnego człowieka, pojedyncza farma świń może wytwarzać więcej ścieków niż
cała Warszawa. W jednym z obiektów Smithfielda w stanie Utah znajduje się 850
tysięcy świń, które wytwarzają więcej ścieków niż Nowy Jork z 8,5 miliona
mieszkańców. Odchody zwierząt spływają poprzez otwory w podłodze do podziemnego
zbiornika, z którego są one wypompowywane co jakiś czas do olbrzymich szamb
eufemistycznie nazywanych lagunami. Podczas gdy miasta zobowiązane są do
utylizacji ścieków, „fabryki mięsa” Smithfielda wylewają nieprzerobioną
gnojowicę wprost na pola, które szybko nią się nasycają, spływając głębiej
odchody docierają do wody gruntowej lub wraz z wodą deszczową dociera do
pobliskich strumieni i jezior. Takie ścieki z chlewni przemysłowych
diabelską miksturą prawie 400 substancji toksycznych w tym ciężkich metali,
antybiotyków, hormonów, pestycydów, dziesiątków rodzajów deobnoustrojów
chorobotwórczych i wirusów. Obecne w tej „trującej zupie” antybiotyki pomagają
w rozwoju śmiertelnie groźnych „super bakterii” – organizmów odpornych na
antybiotyki stosowane w leczeniu ludzi.




Temat: Dzień Otwarty na Wydziale Lekarskim ŚAM w Zabrzu
Dzień Otwarty na Wydziale Lekarskim ŚAM w Zabrzu
Kennedy o Smithfieldzie - właścicielu CONSTARU - on zniszczy gospodarkę!

Smithfield używa swego bogactwa do kupowania polityków, paraliżowania administracji, bezkarnego łamania prawa sanitarnego i środowiskowego.

Firma ta hoduje największą na świecie ilość świń i posiada 30% rynku wieprzowiny w Stanach Zjednoczonych. Jej uprzemysłowiona produkcja wieprzowiny stała się głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie największym trucicielem wód mojej ojczyzny. Smithfield wraz ze swymi kompanami wyrugowali dziesiątki tysięcy małych rolników z ich własnej ziemi, rozbili społeczności lokalne, zatruli tysiące mil amerykańskich dróg wodnych, zatruli miliardy ryb, pozbawili pracy tysiące rybaków, pozbawili zdrowia mieszkańców wsi, a także traktują miliony zwierząt hodowlanych w zwyczajnie niewyobrażalnie okrutny sposób.

Cztery lata temu, w roku 1999 Smithfield Foods rozpoczął w Polsce przejmowanie zakładów mięsnych i byłych PGRów. 22 lipca bieżącego roku miałem okazję wysłuchać w zapełnionej po brzegi sali konferencyjnej Senatu RP wice prezesa Smithfielda - Gregg'a Schmidta, który obiecywał Komisji Rolnictwa Senatu iż jego firma `zmodernizuje' polskie rolnictwo, przyniesie dobrobyt i prace społecznościom wiejskim.

Dwadzieścia lat temu, Smithfield Foods przedstawił identyczne obietnice mieszkańcom Północnej Karoliny, stanu należącego do najbiedniejszych w USA. Słysząc obietnice tej firmy senat stanowy uchwlił regulacje prawne znacznie ułatwiające temu inwestorowi działalność. Dzięki takiej pomocy Smithfield wybudował największą rzeźnię na świecie w hrabstwie Duplin Północnej Karoliny, gdzie ubija się 30 tysięcy świń każdego dnia. Dla tej firmy było to rozpoczęcie nowego rozdziału w historii produkcji trzody chlewnej.

Farmy przemysłowego chowu

Początkowo niewielka firma z Wirginii - Smithfield Foods zajmowała się wyłącznie przetwórstwem mięsa, jednak w pewnym momencie jej szef Joe Luter zaczął kupować również hodowle świń aby jego firma mogła kontrolować wszystkie etapy produkcji: `od prosięcia do schabowego'. Luter, który mówi o sobie: `twardy czlowiek w twardym biznesie' mieszka w nowojorskim pałacyku za 17 milionów dolarów przy Park Avenue. Jest on znany z bezwzgldnego stylu działania, który maksymalizuje zyski, uprzemysławiając rolnictwo jednocześnie eliminując tradycyjną hodowlę oraz gospodarstwa rodzinne.

Smithfield buduje chlewnie o powierzchni boiska do piłki nożnej, gdzie tysiące manipulowanych genetycznie świń jest wtłoczonych w małe metalowe kojce bez światła dziennego, możliwości ruchu, ściółki, możliwości rycia w ziemi czy kontaktu z innymi zwierzętami. Świnia jest równie wrażliwa i inteligentna jak pies. W takim stłoczeniu i stresie zwierzęta podtrzymywane są przy życiu przez ciągłe podawanie antybiotyków, hormonów i ciężkich metali. W oczywisty sposób pozostałości takich substancji lądują w odchodach zwierząt z takich hodowli.

Zanieczyszczenie w stylu przemysłowym

Ponieważ przeciętna świnia wytwarza dziesięciokrotnie więcej odchodów od przeciętnego człowieka, pojedyncza farma świń może wytwarzać więcej ścieków niż cała Warszawa. W jednym z obiektów Smithfielda w stanie Utah znajduje się 850 tysięcy świń, które wytwarzają więcej ścieków niż Nowy Jork z 8,5 milinona mieszkańców. Odchody zweirząt spływają poprzez otwory w podłodze do podziemnego zbiornika, z którego są one wypompowywane co jakiś czas do olbrzymich szamb eufemistycznie nazywanych lagunami. Podczas gdy miasta zobowiązane są do utylizacji ścieków, `fabryki mięsa' Smithfielda wylewają nieprzerobioną gnojowicę wprost na pola, które szybko nią się nasycają, spływając głębiej odchody docierają do wody gruntowej lub wraz z wodą deszczową dociera do pobliskich strumieni i jezior. Takie ścieki z chlewni przemysłowych są diabelską miksturą prawie 400 substancji toksycznych w tym ciężkich metali, antybiotyków, hormonów, pestycydów, dziesiątków rodzajów deobnoustrojów chorobotwórczych i wirusów. Obecne w tej `trującej zupie' antybiotyki pomagają w rozwoju śmiertelnie groźnych `super bakterii' - organizmów odpornych na antybiotyki stosowane w leczeniu ludzi.

Zanieczyszczona woda

Miliony ton odchodów wytwarzanych przez `fabryki mięsa' zatruło wody gruntowe 34 stanów amerykańskich. Chodzi tu o śmirtelnie niebezpieczne związki azotu, które powodują zgony noworodków i niedorozwój umysłowy u dzieci. Choroby o charakterze epidemii z tego źródła dotychczas spowodowały choroby i śmierć tysięcy Amerykanów. Na przykład w 1993 roku połowa ludności miasta Milwaukee o wielkości 800 tysięcy mieszkańców zachorowała na skutek skażenia wody pitnej przez pobliską hodowlę przemysłową, a dla 114 osób choroba zakończyła się zgonem.

~Robert Kennedy, 2005-05-09 14:37




Temat: Gęsi - sposób na biedę w zawierciańskiej wsi
Kennedy o Smithfieldzie - właścicielu CONSTARU - on zniszczy gospodarkę!

Smithfield używa swego bogactwa do kupowania polityków, paraliżowania administracji, bezkarnego łamania prawa sanitarnego i środowiskowego.

Firma ta hoduje największą na świecie ilość świń i posiada 30% rynku wieprzowiny w Stanach Zjednoczonych. Jej uprzemysłowiona produkcja wieprzowiny stała się głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie największym trucicielem wód mojej ojczyzny. Smithfield wraz ze swymi kompanami wyrugowali dziesiątki tysięcy małych rolników z ich własnej ziemi, rozbili społeczności lokalne, zatruli tysiące mil amerykańskich dróg wodnych, zatruli miliardy ryb, pozbawili pracy tysiące rybaków, pozbawili zdrowia mieszkańców wsi, a także traktują miliony zwierząt hodowlanych w zwyczajnie niewyobrażalnie okrutny sposób.

Cztery lata temu, w roku 1999 Smithfield Foods rozpoczął w Polsce przejmowanie zakładów mięsnych i byłych PGRów. 22 lipca bieżącego roku miałem okazję wysłuchać w zapełnionej po brzegi sali konferencyjnej Senatu RP wice prezesa Smithfielda - Gregg'a Schmidta, który obiecywał Komisji Rolnictwa Senatu iż jego firma `zmodernizuje' polskie rolnictwo, przyniesie dobrobyt i prace społecznościom wiejskim.

Dwadzieścia lat temu, Smithfield Foods przedstawił identyczne obietnice mieszkańcom Północnej Karoliny, stanu należącego do najbiedniejszych w USA. Słysząc obietnice tej firmy senat stanowy uchwlił regulacje prawne znacznie ułatwiające temu inwestorowi działalność. Dzięki takiej pomocy Smithfield wybudował największą rzeźnię na świecie w hrabstwie Duplin Północnej Karoliny, gdzie ubija się 30 tysięcy świń każdego dnia. Dla tej firmy było to rozpoczęcie nowego rozdziału w historii produkcji trzody chlewnej.

Farmy przemysłowego chowu

Początkowo niewielka firma z Wirginii - Smithfield Foods zajmowała się wyłącznie przetwórstwem mięsa, jednak w pewnym momencie jej szef Joe Luter zaczął kupować również hodowle świń aby jego firma mogła kontrolować wszystkie etapy produkcji: `od prosięcia do schabowego'. Luter, który mówi o sobie: `twardy czlowiek w twardym biznesie' mieszka w nowojorskim pałacyku za 17 milionów dolarów przy Park Avenue. Jest on znany z bezwzgldnego stylu działania, który maksymalizuje zyski, uprzemysławiając rolnictwo jednocześnie eliminując tradycyjną hodowlę oraz gospodarstwa rodzinne.

Smithfield buduje chlewnie o powierzchni boiska do piłki nożnej, gdzie tysiące manipulowanych genetycznie świń jest wtłoczonych w małe metalowe kojce bez światła dziennego, możliwości ruchu, ściółki, możliwości rycia w ziemi czy kontaktu z innymi zwierzętami. Świnia jest równie wrażliwa i inteligentna jak pies. W takim stłoczeniu i stresie zwierzęta podtrzymywane są przy życiu przez ciągłe podawanie antybiotyków, hormonów i ciężkich metali. W oczywisty sposób pozostałości takich substancji lądują w odchodach zwierząt z takich hodowli.

Zanieczyszczenie w stylu przemysłowym

Ponieważ przeciętna świnia wytwarza dziesięciokrotnie więcej odchodów od przeciętnego człowieka, pojedyncza farma świń może wytwarzać więcej ścieków niż cała Warszawa. W jednym z obiektów Smithfielda w stanie Utah znajduje się 850 tysięcy świń, które wytwarzają więcej ścieków niż Nowy Jork z 8,5 milinona mieszkańców. Odchody zweirząt spływają poprzez otwory w podłodze do podziemnego zbiornika, z którego są one wypompowywane co jakiś czas do olbrzymich szamb eufemistycznie nazywanych lagunami. Podczas gdy miasta zobowiązane są do utylizacji ścieków, `fabryki mięsa' Smithfielda wylewają nieprzerobioną gnojowicę wprost na pola, które szybko nią się nasycają, spływając głębiej odchody docierają do wody gruntowej lub wraz z wodą deszczową dociera do pobliskich strumieni i jezior. Takie ścieki z chlewni przemysłowych są diabelską miksturą prawie 400 substancji toksycznych w tym ciężkich metali, antybiotyków, hormonów, pestycydów, dziesiątków rodzajów deobnoustrojów chorobotwórczych i wirusów. Obecne w tej `trującej zupie' antybiotyki pomagają w rozwoju śmiertelnie groźnych `super bakterii' - organizmów odpornych na antybiotyki stosowane w leczeniu ludzi.

Zanieczyszczona woda

Miliony ton odchodów wytwarzanych przez `fabryki mięsa' zatruło wody gruntowe 34 stanów amerykańskich. Chodzi tu o śmirtelnie niebezpieczne związki azotu, które powodują zgony noworodków i niedorozwój umysłowy u dzieci. Choroby o charakterze epidemii z tego źródła dotychczas spowodowały choroby i śmierć tysięcy Amerykanów. Na przykład w 1993 roku połowa ludności miasta Milwaukee o wielkości 800 tysięcy mieszkańców zachorowała na skutek skażenia wody pitnej przez pobliską hodowlę przemysłową, a dla 114 osób choroba zakończyła się zgonem.

~Robert Kennedy, 2005-05-09 14:37




Temat: Wole Kanadyjski AZBEST !!!!!
Jak w III Rzeszy?

- Ci ludzie pracują jak w obozach pracy w III Rzeszy w 1940 roku! Wymuszenia,
haracze, podpalenia, jak w strukturze mafijnej - mówi Matthias Brümmer ze
związku NGG skupiającego branżę spożywczą i gastronomiczną w Dolnej Saksonii.

Zdaniem niemieckich urzędników i związkowców to nie tylko wyzysk pracowników
przez szefów firm. Ich zdaniem w RFN działają grupy przestępcze, które zajmują
się ściąganiem do pracy Polaków.

O zorganizowanej siatce kryminalnej mówi też Federalna Naddyrekcja ds. Kontroli
Finansowej w Kolonii, która zajmuje się kontrolą nielegalnego zatrudnienia. Ines
Graf: - Polski podwykonawca kontaktuje się z niemieckim pośrednikiem, a ten
dopiero z właściwą firmą. Czasem w strukturze jest więcej firm. Chodzi o to,
żeby opóźnić kontrolę i zlikwidować w porę nielegalny interes.

Coraz częściej Polacy zatrudniani są przez polskie firmy jako delegowani do
pracy w Niemczech. W fabryce D. w Oldenburgu jest ok. 400 takich pracowników.

Zresztą firma D. jest dobrze znana prokuraturze - w ubiegłym roku dwaj jej
dyrektorzy zostali skazani na dwa lata i dwa lata i dziewięć miesięcy więzienia
za nielegalne zatrudnianie imigrantów. Z D. współpracuje firma R., której
niemiecki pracownik polskiego pochodzenia Janusz B. został aresztowany w
czerwcu. Zarzuty: fałszowanie paszportów, certyfikatów higieny i zlecenia
podpalenia domu, w którym mieszkali polscy pracownicy.

Bernard Südbeck, rzecznik prokuratury w Oldenburgu: - Chciał w ten sposób
wymusić haracz od pracowników rzeźni.

Śpią na budowie

Podobnie wykorzystywani są pracownicy na budowach, również tych prowadzonych
przez największe niemieckie firmy. Polacy są tam zatrudniani przez podwykonawców
- mniejsze polskie lub niemieckie firmy. Związkowcy biją na alarm. - Oszukiwani
są nawet wtedy, gdy wyjeżdżają do pracy legalnie - mówi Agnes Jarzyna z
niemieckiego Stowarzyszenia Pracowników Migracyjnych, które pomaga pokrzywdzonym
Polakom.

- Polskie firmy wygrywają przetargi na poziomie kosztów i później rekompensują
to sobie, oszukując ludzi. Więc robotnicy śpią na budowach, a nie w hotelach, i
dostają zaliczki zamiast pensji - mówi Zbigniew Majchrzak, przewodniczący
Sekretariatu Budownictwa i Przemysłu Drzewnego NSZZ "Solidarność". - Ciekawe, że
najwięcej Polaków pracuje na budowach w Niemczech, Irlandii i Wielkiej Brytanii,
a tylko w RFN zdarzają się takie rzeczy.

Do polskich konsulatów zgłaszają się głównie pracownicy sezonowi - prokuratura w
Augsburgu prowadzi właśnie sprawę Polaków, którym zabrano paszporty, nie
wypłacano pieniędzy i kazano żyć w skrajnie ciężkich warunkach. Tymczasem według
Gerta Hahne, rzecznika ministerstwa rolnictwa Dolnej Saksonii, sezonowi
oszukiwani są rzadko: - Przyjeżdżają co roku całymi rodzinami. Natomiast w
branży mięsnej mamy do czynienia z ciągłą rotacją. To zwiększa pole do nadużyć.

Płaca jak dla Niemca

Oszukani pracownicy powinni w pierwszej kolejności zwracać się do polskich
placówek konsularnych w Niemczech. - W sezonie mamy kilka interwencji tygodniowo
- mówią ich pracownicy. Bartłomiej Rosik, konsul prawny Konsulatu Generalnego w
Monachium, szacuje, że 10-15 proc. skarg, z którymi przychodzą Polacy, kończy
się w niemieckim sądzie.

Jednak nie zawsze można liczyć na pomoc polskich dyplomatów. Firmę D. odwiedził
we wrześniu Łukasz Koterwa, konsul ds. prawnych, obywatelskich i opieki
konsularnej. Z polskimi pracownikami rozmawiał tylko w obecności ich szefów, nie
sprawdził, ile naprawdę pracują, ale ocenił: "Ten zakład to klasa mistrzowska".

Dlaczego z Polakami nie rozmawiał na osobności? - Bo nikt by mi pewnie na to nie
pozwolił i nie sądzę, żebym usłyszał co innego w rozmowie indywidualnej. Poza
tym nie prowadziłem tam śledztwa.

Polscy pracownicy mogą na pewno liczyć na związki zawodowe, polskie i
niemieckie. - Nie może być tak, że Polak zarabia 2-3 euro na godzinę, a Niemiec
o 10 euro więcej. Zabiegamy o to, żeby Polska ustaliła stawki minimalne - mówi
Matthias Brümmer z NGG.

Zgadzają się z nim polskie związki zawodowe. Czy nie obawiają się, że przez to
nasi rodacy stracą miejsca pracy za Odrą? - Nie, bo to doceniani fachowcy -
przekonuje Mirosław Nowicki z "Solidarności". - Chcemy tylko, żeby z rynku
zostały wyeliminowane przypadkowe osoby, które nie znają się na fachu. A ci,
którzy zostaną, będą zarabiać tak jak ich niemieccy koledzy.

praca.gazeta.pl/praca/1,47367,2935062.html



Strona 3 z 3 • Zostało znalezionych 123 postów • 1, 2, 3
Powered by WordPress